Lider inspirowany światem zwierząt: Odcinek 2 - Podkowiański paw

Czteroosobowa rodzina podczas spaceru – mama, tato, córka i synek. Dziewczynka ma około ośmiu, może dziewięciu lat, a synek pewnie nie ma jeszcze trzech. Wędrują niedaleko kościoła-ogrodu w mieście-ogrodzie - Podkowie Leśnej. Zatrzymują się na chwilę koło woliery z kolorowymi papugami, wystawiają twarze do ostatnich promieni jesiennego słońca. Nagle chłopczyk rusza biegiem w kierunku puszącego się pawia. Lśniące, niebieskie pióra tułowia ptaka kontrastowo odcinają się od szeroko rozpostartego zielono-brązowego ogona w pawie oczka. Chłopczyk pędzi ile sił w nogach, a ojciec krzyczy: „Nie goń pawia!”. Zwierzak widząc biegnącego brzdąca, składa ogon i zaczyna uciekać. Ojciec ponawia prośbę, tym razem jednak woła głośniej. Synek nie zwraca na to uwagi i po chwili trzyma w objęciach wielkie ptaszysko. Ojciec krzyczy coraz głośniej i bardziej nerwowo: „Puść pawia! Zostaw go! Puść bo cię udziobie!” Synek swoje – trzyma zwierzę za szyję, a ptak nawet nie próbuje się uwolnić. Ojciec podchodzi do dziecka i jeszcze raz zwraca uwagę, że paw je podziobie. Chłopiec nie robi sobie nic ze słów ojca, ale poprawiając uścisk niechcący wypuszcza pawia… który w popłochu ucieka.

 

Czego nauczył się synek z tej sytuacji?

Pewnie tego, że trzeba mocno trzymać to co się złapie, bo inaczej może uciec… Pewnie też, co jest chyba mniej oczywiste, nauczył się, że jego tato nie zna się na ptakach, a przynajmniej na pawiach… Nauczył się również, że ojciec nie miał racji, bo przecież paw miał chłopca udziobać… Dowiedział się też, że jak tato powtarza ciągle ten sam tekst, to wystarczy robić swoje, bo przecież syn nie poniesie żadnych konsekwencji…

 

Każde zachowanie, tak jak i brak zachowania (zaniechanie), jest sygnałem dla otoczenia, uczy czegoś. Za każdym razem kiedy menedżer składa obietnicę i jej nie spełnia – uczy swoich ludzi, że nie muszą brać jego słów na poważnie. Brak konsekwencji i spójności tego co mówi, z tym co robi, niszczy jego autorytet.

Pracowałam kiedyś coachingowo z menedżerem, który wiele razy „obiecywał” swoim ludziom, że jeśli nadal będą zachowywali się niewłaściwie, to odbierze im premie… Co miesiąc powtarzał swoją groźbę. Na moje pytanie: „jakie są powody, że tej premii nie odbierasz?” powiedział: „Anka, ale to jest pięć stów! Rozumiesz?” Tak, to duża kwota, ale skoro słowo się rzekło… Kolejne pytania dotyczyły wagi popełnianych czynów oraz motywacji menedżera – czy faktycznie chce zmienić zachowania swoich ludzi. Ostatecznie podjął decyzję, że powie pracownikom: „Do tej pory tylko Wam groziłem, tym razem jednak wyciągnę konsekwencje i pierwsza osoba, która nie zastosuje się do wymogów, nie otrzyma premii.” Ludzie wiedzieli swoje – to przecież taka gra – szef mówi co zrobi, potem tego nie robi, więc my działamy jak zwykle… Tym razem szef dotrzymał słowa. U ukaranego pracownika nastąpiło „cudowne uzdrowienie zachowania”. W całym zespole też.

 

O spełnianiu obietnic głosi też staropolska anegdota: Jan III Sobieski polował w podwarszawskich lasach i spotkał szlachcica – Jakuba Zaleskiego. Szlachcic nie rozpoznał króla, więc swobodnie rozprawiał z nim o tym co zrobi, jeśli władca nie odda mu starostwa po zmarłym bracie. Zaleski odgrażał się, że jeśli król się nie zgodzi na jego prośbę, to: „niech w ogon jego kobyłę pocałuje”. Kiedy szlachcic znalazł się przed obliczem króla i król go rozpoznał, powiedział do Sobieskiego: „słowo się rzekło, kobyłka u płotu”. Ta rezolutna odpowiedź rozbawiła króla – szlachcic nie zamierzał uchylić swojej obietnicy…

 

Konsekwentne wprowadzanie obietnic w życie buduje autorytet lidera, dlatego uważaj co mówisz, bo może okazać się, że będziesz to wdrażał w życie.

 

Na zdjęciu moja "kobyłka" u płotu :-)

 

15 listopada 2018

Ta strona internetowa została zrobiona w 

  kreatorze www WebWave.